czwartek, 22 grudnia 2011

Języki w podróży

Jadąc w daleką podróż, oczywiste jest, że jak nie znamy jakiegoś komunikatywnego języka - będzie ciężko.
Najwygodniejszy jest angielski a w Ameryce Południowej hiszpański, w Azji dodatkowo przydaje się w niektórych miejscach rosyjski.
I tak nie nauczymy się przed podróżą miejscowego narzecza indian, także nie szalejmy.
Ale w nieznanym nam języku warto przed wyjazdem przetrenować zwroty w stylu:
"przepraszam jak dotrzeć na lotnisko ?" czy "ile płacę ?" i wiedzieć co mogą nam odpowiedzieć, bo samo pytanie to trochę mało, jak nie zrozumiemy odpowiedzi.

Dobra rada z praktyki  - jak próbujemy dogadać się z tambylcem w łamanym angielskim (albo nawet perfekcyjnym) , którego on kompletnie nie zna, przejdźmy na nasz ojczysty język polski.
W naszym języku mamy naturalną mimikę i machanie rękami, w wielu przypadkach "na migi" dogadamy się lepiej, bo jak tambylec rozpozna angielski, będzie też próbował go łamać i do jego machania rękami dołączy się frustracja.
A jak usłyszy polski i zrozumie, że i tak nic nie skuma - będzie bardziej naturalny i nam to pomoże.

Jak celem naszej wizyty jest kraj słowiański a tambylec po angielsku ni w ząb - tym bardziej mówmy po polsku.

W całej północnej europie plus Niemcy - wiekszość ludzi mówi wystarczającym angielskim.
We Francji można próbować ale czasem ciężko.
We Włoszech i Hiszpanii jakoś dają radę chociaż czasem jest śmiesznie.
Ameryka jako całość - angielski i hiszpański, w Brazylii, która jest portugalsko-języczna też się da dogadać.
Azja - prosty wybór - kraje postsowieckie i Chiny - rosyjski, postangielskie - angielski.
Afryka - najlepszy jest chyba francuski a angielski na południu.
Tak czy inaczej jakoś trzeba się dogadać.