piątek, 6 kwietnia 2012

Wszystko turystyczne

Regularnie przeglądam strony i zdjęcia oryginalnych sprzętów turystycznych, aby móc Wam na FB wrzucić ciekawy a czasem śmieszny link, dochodzę do wniosku, że ludzie pogłupieli.
Niektórzy powiedzą, że nic się nie zmienia i nigdy nie było lepiej, to jak mogli bardziej pogłupieć.
Ale chodzi mi o dodawanie słowa "turystyczny" do dowolnych sprzętów, żeby ... i właśnie tu nie znajduję celu.
Zabiło mnie kiedyś "żelazko turystyczne" te dwa słowa nie chcą w mojej głowie się powiązać, podobnie jak "turystyczna lokówka" czy "turystyczny telewizor".
Ostatnio natrafiłem na "sejf turystyczny" i on był bodźcem do napisania tego artykułu.
Ciekawy jest turystyczny przewijak dla dziecka chodź z tego co pamiętam, jak pojechaliśmy pod żagle z moim synem w wieku (wtedy) trzech miesięcy przewijaliśmy go na koi i nie było problemów, a miesiąc wcześniej pod namiotem wystarczyła pielucha na kocu/na karimacie.
Mam wrażenie, że projektantom przedmiotów całkowicie odbiła szajba, chyba że robią bardzo dobrą robotę.
Bardzo dobrą robotą jest zachęcenie do wyjścia z domu osób religijnie uprzedzonych do turystyki.
Ale oferując np. dziecięcą wannę turystyczną (ja kupiłem pontonik i się sprawdzał) powodują maksymalne zwiększenie ładunku i podróżowanie z milionem całkowicie nieużytecznych rzeczy (żelazko turystyczne na polu namiotowym bez prądu).
Zwiększenie ilości rzeczy zbędnych powoduje konieczność ich spakowania, zaniesienia do samochodu potem znalezienia w samochodzie lub co gorsza noszenia na plecach.
To nie zachęca.
Z drugiej strony używanie takich zabawek "odpędza" zwykłych turystów.
Wyobraźcie sobie scenę widzianą przeze mnie na polu namiotowym na Słowacji:
Podjeżdża biały Mercedes "beczka" na polskich blachach, śliczny czyściutki bez zarysowań, chromy.
Do mercedesa przyczepiona przyczepa kempingowa model "zapiekanka", dla odmiany szara i brudna.
Z Mesia wysiada pan i zaczyna budować obóz.
Odczepia przyczepę, buduje ogrodzenie typu plażowego, stawia namiot typu "legionowo" odpowiednio podczepiany do "zapiekanki".
Montuje grill-a.
Następnie montuje stojak pod antenę satelitarną i stawia antenę.
Podłącza telewizor i reguluje antenę.
Dźwięk w telewizorze ustawia na max-a, żeby słyszeć czy dobrze ustawia, ale ponieważ nie widzi (telewizor w "zapiekance") wspomaga się żoną.
"SZSZSZSZSZ Zosia !, Zosia ! Zostaw na chwilę kuchnie i popatrz czy dobrze ustawiłem !
SZSZSZSZ.
Widać ?!,
SZSZSZ Wiiiiiiiii ~muzyczka~ SZSZSZSZ....
Co mówisz ?!  A .. jak to trochę widać ? ! zaczekaj.. sam zobaczę !...
Co ty mi mówisz, że widać jak nie widać... A teraz ?!..."
I tak przez dwie godziny...
Po piętnastu minutach w trosce o zdrowie psychiczne swoje i fizyczne "pana z zapiekanką" (jaszcze 10 minut i bym go zabił) poszliśmy na spacer.

A wy ? Znacie jakieś fajne przykłady absurdalnych przedmiotów "turystycznych" ?

Zdjęcie zestawu turystycznego ze sklepu "http://www.sklep.deon.pl/"
na święta jak znalazł